Tychy miały dużo szczęścia do architektów. Małżeństwo generalnych projektantów jest powszechnie znane, także wśród mieszkańców choć trochę zainteresowanych  historią miasta. Również fakt, że tu zamieszkali. Mniej osób jednak wie, że Profesorostwu udało się namówić do zamieszkania i pracy tutaj inne zdolne młode architektoniczne pary, które to wiodły prym w projektowaniu nowego miasta. Tak, Tychy wymyślały wtedy głównie małżeństwa. W zespole kierowanym przez Hannę Adamczewską Wejchert i Kazimierza Wejcherta byli to Maria i Andrzej Czyżewscy, Bożena i Janusz Włodarczykowie oraz Ewa i Marek Dziekońscy.

Zawsze czułem, że architektura Tychów mocno wyróżnia się na tle innych powstałych w tym czasie polskich miast czy osiedli. Na pewno w części to zasługa swoistego lokalnego patriotyzmu i faktu, że wśród tych budynków się wychowałem… Niemniej po nabyciu głębszej wiedzy o architekturze powstałej w PRL-u oraz historii powstania Tychów przeczucie to znalazło potwierdzenie. Tutaj po prostu pracowali bardzo zdolni architekci! I moim skromnym zdaniem, nie umniejszając w niczym pozostałym, najzdolniejszym z nich był właśnie bohater tej książki.

W pewnym momencie, gdy nabywałem wiedzę o autorach poszczególnych tyskich budynków, z ogromną dozą prawdopodobieństwa mogłem założyć, że jeśli któryś z tyskich budynków ponadnadprzeciętnie mi się podobał, to jego przynajmniej współautorem musi być właśnie Marek Dziekoński. Dla przykłądu: dworzec kolejowy, stadion zimowy , kompleks ZEG-u czy budynek NOT-u.

To była klasa sama w sobie. On tu naprawdę grał w innej lidze. Jego talent jest porównywalny tylko z największymi polskimi architektami po 1945 roku. Specjalizował się w budynkach użyteczności publicznej, choć nie tylko takie tu zbudował. Był bezkompromisowy, projektowaniu poświęcał się w całości, do swoich budynków projektował nie tylko wnętrza, ale nawet całe wyposażenie, na przykład popielnice. Był mistrzem detalu. W siermiężnych czasach totalnej typizacji i permanentnego braku wszystkiego potrafił wyczarować w jakiś magiczny sposób coś z niczego: oryginalną kompozycję, całkowicie nowe systemy konstrukcyjne i oryginalne rozwiązania materiałowe.

Tychy zawdzięczają mu ogromnie dużo, choć on sam chyba jednak tego miasta do końca nie pokochał. Jako jedyny z członków czterech słynnych małżeństw, po 20-tu latach opuścił Tychy i wrócił do Wrocławia. O swoich zrealizowanych w Tychach obiektach wypowiadał się z ogromnym dystansem (czego dowiedziałem się właśnie z tej książki). Dziełem swojego życia nazwał budynek Panoramy Racławickiej, na którego realizację czekał aż 27 lat!


Marek Dziekoński z modelem budynku Panoramy Raclawickiej ok. 1958. fot. z archiwum Ewy-Dziekonskiej

Nie wiedziałęm także, że Marek Dziekoński dokumentował drewnianą architekturę. Oto jeden z jego rysunków:

Należy też wspomnieć, że wiele z projektów Marek Dziekoński wykonywał we współpracy ze swoją żoną, Ewą, która wciąż w Tychach mieszka i żywo angażuje się w sprawy dla miasta ważne

Wernisaż wystawy „Marek Dziekoński. Koncepcja – Kreacja – Konteksty”. Po lewej Patryk Oczko, w środku Ewa Dziekońska, fot. J. Jędrysik / noweinfo.pl

W książce znajdziemy wiele projektów,  także tych niezrealizowanych (co za szkoda!), oryginalnych szkiców (co za kreska!) i poznamy całą biografię i kontekst powstawania projektów.

Smutne tylko, że te przepiękne tyskie budynki nie podlegają jakiejkolwiek ochronie. Dziś albo przepoczwarzają się  rękami innych architektów w architektoniczne kurioza, albo fizycznie znikają – jak wyburzony w zeszłym roku budynek ZEG’u. Władze miasta z miejskim konserwatorem na czele wciąż nie dostrzegają potrzeby ochrony modernistycznego dziedzictwa w powstałym prawie w całości po wojnie mieście…

Mam też ogromną nadzieję, że to pierwsza z serii o architektach Tychów i Patryk Oczko wraz z Muzeum Miejskim w Tychach przygotują opracowania na temat pozostałych twórców miasta.