RS_blog

... czyli po co mi architekt?

Indywidualny czy typowy? część1: tanio!

Otóż jest pytanie! Dla planujących budowę urasta do tego hamletowskiego.
Jak zapewne się już domyślacie, werdykt architekta jest tu tendencyjny i jednogłośny, nie ma miejsca na ważenie punktów i roztrząsanie za i przeciw ;). Tak więc dyskutować na ten temat nie zamierzam, ale przyjrzeć się najważniejszym kontrargumentom  – dlaczego nie?

Dziś najważniejszy, często jedyny, ale przytłaczający swoją wagą wszystko inne: cena.

Projekt z katalogu to bezsprzecznie tania rzecz. Nawet gdy dodamy koszty adaptacji do lokalnych warunków i niewielkich zmian (niektórzy nawet na tym etapie nie wiedzą jeszcze, że zamówienie „projektu” to nie koniec wydatków).

Niska cena jest bardzo mocnym argumentem, takim sierpowym wyprowadzonym na szczękę. Uwielbiamy wyprzedaże, promocje, obniżki. Tylko ilu z nas kupuje np. samochód tylko dlatego, że jest tani? Niewielu, inaczej wokół widziałbym same Taty i Tica… Dom jest jedną z najdroższych inwestycji w życiu – budujemy go najczęściej już na całe życie. W przypadku kupna samochodu stawiamy na markę, osiągi, wygodę, wygląd, jakość wykonania, bezpieczeństwo  (a zatem też jakość jego zaprojektowania), pominę  gadżety. Jeśli nawet zakup się nie uda, samochód sprzedamy i kupimy inny. Z domem już tak łatwo się nie uda. Co z tego, że podczas budowy wydamy masę pieniędzy na dobre materiały, wykończenie i wyposażenie, skoro dom jest obciążony grzechem pierworodnym – nieprzemyślanymi rozwiązaniami technologicznymi (często gęsto zamienianymi na budowie przez „będziepanzadowolony”  fachowców), niedostosowaniem  do lokalizacji i sposobu życia mieszkańców? Taka 911 cabrio dla rodziny z dziećmi w krainie deszczowców. Przesadziłem… Częściej to hummer dla  nieśmiałej panny z dzieckiem mieszkającej na starówce.

Czy zauważyliście, że nie przyrównuję „gotowców” do estetycznego badziewia? Estetyka nie ma tu żadnego znaczenia. Dom z katalogu może być o niebo ładniejszy niż dom zaprojektowany indywidualnie. Ale to już zupełnie inna historia (i doczeka się tu obszernego wpisu).

Na koniec postaram się wytłumaczyć dlaczego te projekty są tak tanie i gdzie kryją się przykre niespodzianki:

  • sprzedawane masowo w dziesiątkach, setkach, a nawet tysiącach egzemplarzy – koszt przygotowania dokumentacji rozkłada się na bardzo wielu nabywców
  • brak w nich  wymaganego polskim prawem (do uzyskania pozwolenia na budowę) projektu zagospodarowania terenu i dopasowania do warunków lokalnych – oznacza to poniesienie dodatkowych kosztów na wynajęcie projektanta (ów) do  tzw. adaptacji projektu do warunków lokalnych (zgodności  z MPZP, dopasowanie do warunków posadowienia itd). I uwaga: takich adaptacji zazwyczaj nie chce wykonywać biuro, w którym powstał taki „projekt”. W świetle polskiego prawa autorem projektu gotowego staje się osoba adaptująca. Raczej trudno w takim wypadku liczyć na nadzory autorskie – „producent” projektu niezobowiązany i niezainteresowany, a przybrany „autor” mało przywiązuje uwagi do przecież nieswojego „dzieła”.
  • zaprojektowane bez brania pod uwagę indywidualnych wymagań przyszłych mieszkańców – „projektowane” dla wszystkich, co  w praktyce oznacza dla nikogo i najczęściej oznacza poniesienie dodatkowych kosztów na naniesienie zmian w projekcie. Im zmian więcej, tym koszty większe.
  • sprzedawane jako „wydawnictwa” – mniejszy podatek VAT w porównaniu z projektem. Taki kruczek prawny kapitalistów 😉
  • zakres projektu budowlanego (i jego adaptacji): tutaj jest baaardzo różnie. U potentatów na rynku, projekty katalogowe są bardzo dokładne (czasem nawet posiadają elementy projektów wykonawczych), ale u początkujących producentów katalogowców, zakres jest absolutnie minimalny (jak przy najprostszej wersji projektu indywidualnego). Jeśli chodzi a adaptacje, jeszcze do niedawna nie wymagano adaptacji  przez projektantów instalacji wewnętrznych (ba, czasem i konstrukcji!). Polskie prawo w tym zakresie nie jest jednoznaczne, a zdziwilibyście się jak je potrafią zinterpretować urzędnicy (fakt, że prawodawca im w tym mocno pomaga). Zdarzają się coraz częściej gminy, które wymagają adaptacji każdej z branż. Nie muszę Wam mówić, że to kolejne paręset złotych razy ilość instalacji. Są to pieniądze najczęściej wyrzucone w błoto, bowiem adaptacja instalacji tylko sporadycznie jest robiona pod Wasze wymagania czy warunki lokalne, a jeśli tak – kosztuje znacznie więcej, bo wymaga zrobienia… projektu od podstaw (indywidualnego) z nowymi założeniami. Może kiedyś uda mi się powrócić jeszcze do tego tematu.

taniocha

W branży mamy określenie na przetarg z jedynym kryterium ceny: przetarg CCC. Cena Czyni Cuda. W przypadku architektury, te „cuda” zmuszeni jesteśmy oglądać i użytkować resztę naszego życia.

 

 

1 Comment

  1. Oooooo…. 🙂 jeszcze nikt nie skomentował ???
    Hm…
    Nasz dom to projekt indywidualny. Gdy zdecydowaliśmy się budować w EMPiKu pełno było amerykańskich katalogów z projektami i ani jednego polskiego. Znajomi kupili taki projekt z hameryki, polski architekt go przysposobił i dom stanął błyskawicznie. Na pewno, mimo, że ma już 10 lat, nadal wyróżnia się architekturą. Nasz dom natomiast ma ciekawą historię – rok projektowania, potem niespodzianki, kilka poprawek i przeróbek już gdy stały ściany. W sumie, gdy porównaliśmy wydatki, wyszło jednakowo 🙂

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2018 RS_blog

Theme by Anders NorenUp ↑