RS_blog

... czyli po co mi architekt?

Rem Koolhaas: „Deliryczny Nowy Jork. Retroaktywny manifest dla Manhattanu.”

Gdy jeszcze stałem w kolejce do kasy, aby zapłacić za tę książkę, życzliwy pan stojący za mną (z wyglądu  młody architekt lub nawet jeszcze student) mówi kręcąc głową: „ciężka książka”. Na moje pytanie czy przeczytał, odpowiedział: „pierwszy rozdział…”.

Rem_Koolhaas_Deliryczny_NY

Tak, dziś książka  „dla zaawansowanych”. Tylko dla architektów lub  żywo zainteresowanych architekturą, urbanistyką lub Nowym Jorkiem, a najlepiej wszystkim tym naraz. Inni, podobnie jak młodszy kolega, raczej nie przetrwają pierwszych dziesięciu stron. Za to dla pasjonatów ta książka to istna uczta. Ale po kolei…

To blog nie dla specjalistów, więc należy się kilka słów wyjaśnienia. Rem Koolhaas to dziś postać kultowa. Lider światowej czołówki architektów. Architekt i urbanista – teoretyk, myśliciel, ale z ogromną listą realizacji. Najbardziej wpływowy architekt naszych czasów. Wielu z innych dzisiejszych stararchitektów to jego uczniowie. Prowadzi słynną pracownię architektoniczną OMA (dużo mówiące rozwinięcie: Office for Metropolitan Architecture) oraz think-tank AMO.

Laureat  najważniejszych nagród architektonicznych, m.in. Mies van der Rohe Award (2005) oraz Pritker Prize (2000).

No to wiemy już z kim mamy do czynienia. ALE: „Delirious New York” to książka wydana w roku 1978, zaledwie trzy lata od powstania OMA. W czasach, gdy Koolhaas jeszcze nic nie zrealizował… Tak, to rodzaj manifestu. Manifestu wyprowadzonego z dokładnej analizy rozwoju jedynej w swoim rodzaju metropolii zachodniego świata. Jak sam autor pisze: „to spisany po latach manifest Manhattanu”. Manifest inny niż wszystkie, bo oparty na dowodach. Koolhaas jest zafascynowany życiem w metropolii, przemianami społecznymi do jakich doprowadziła „kultura zagęszczania” czy „technologia fantastyczności”.  Jak widzicie,  Rem ma talent do definiowania pewnych procesów. Jest tego więcej: „architektoniczna lobotomia” czy „pionowa schizma” :). Wyciąga oryginalne, ale trzeba przyznać, że bardzo logiczne wnioski. Złote czasy dla Manhattanu, to zdaniem Koolhaasa początek XX wieku. Tak opisuje architektów wtedy stawiających znane nam wszystkim wieżowce:

„Zapadli oni na schizofrenię, dzięki której czerpali inspirację i energię z Manhattanu postrzeganego jako irracjonalna fantazja, a jednocześnie w całkowicie racjonalny sposób stosowali nowatorskie rozwiązania”

Jeśli chcecie poznać niesamowitą historię Manhattanu, a przy okazji poznać wiele ciekawostek, na przykład odpowiedzi na te pytania:

  • dlaczego słynna siatka jest święta i kto jako jedyny ją swoim budynkiem zanegował?
  • skąd się wzięła nazwa lunapark?
  • kto zaproponował zaprojektowanie nowej ludzkiej rasy lepiej pasującej do fantastycznej architektury?
  • dlaczego surrealizm Dalego nie działał w NY?

musicie przeczytać te książkę! Książkę o 2028 magicznych kwartałach, fantastycznych samowystarczalnych światach.

Od całej książki różni się znacznie ostatni rozdział. Powstał w wyniku pracy w OMA wspólnie z współzałożycielami biura:  żoną Madelon Vriesendorp i innym małżeństwem Elią i Zoe Zenghelisami. Nie wiem co oni brali, ale na pewno było mocne… Nie zdradzę więcej ni słowa 🙂

Miłej lektury!

 

2 Comments

  1. To książka, której można przypisać cytat z Norwida „odpowiednie dać rzeczy słowo”.
    Prawie wszystko w niej wydawało mi się takie naturalne, choć przecież dla mnie nieznane, bo nigdy nie byłem w NY. To popkultura przemyciła mi/nam obrazy NY i USA, które przyjęliśmy jako pewnik. Obraz kreowany przez Koolaasa i nastrój jaki się z tym obrazem wiąże jest dla nas naturalny też dlatego, że być może siedzimy w podobnych klimatach, interesujemy się nimi i wiele oglądamy. Z dzisiejszego punktu widzenia pewne zafascynowanie technologią trochę trąci myszką, ale to dlatego, że tempo postępu we wszelkich dziedzinach jest tak straszne, a dostęp do wielu obszarów wiedzy jest natychmiastowy.

    W chwili, gdy nabywałem tę książkę to miałem obawy, bo fragment który Ty również czytałeś raczej mnie zniechęcał niż zachęcał, ale okazało się, że bez tych początkowych rozdziałów, które stanowią tło opowieści o Manhattanie zrozumienie działania tego miejsca byłoby trudniejsze.

    Dla mnie to świetna historia dobrze opowiedziana. R.B. przeczytał i nie podziela mojego zdania. 😉

    • Tak, nawet tłumaczyłem ten fragment znajdujący się w „SMLXL” do mojej pracy dyplomowej, podobnie jak „Generic City” . Łatwe i przyjemne to nie było… Ale teraz po przeczytaniu całego „Delirious…” ta teoria stała się dużo bardziej przejrzysta.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

© 2018 RS_blog

Theme by Anders NorenUp ↑